piątek, 4 marca 2016

"Cuba Libre"

Po 13 godzinach spędzonych w samolocie linii Aeroflot, wylądowałyśmy na lotnisku Jose Martiego w Havanie. Terminal nazwany imieniem czołowego przywódcy Ruchu Niepodległościowego, pisarza, poety był dla nas surowym miejscem, brzydkim i komunistycznym, jakże innym od azjatyckich dworców lotniczych z basenami, orchideami i sterylnymi sklepami. Dla innych był lub jest spełnieniem marzeń, bramą do świata, furtką do wolności, wolności słowa, myśli, wolności w sensie stricto.


"Z jaką zazdrością patrzyliśmy na Olgę po drugiej stronie szklanej ściany, którą mogli przekraczać tylko szczęściarze z pozwoleniem na wyjazd albo cudzoziemcy wracający do kraju. Olga znikała za ścianą, a my biegliśmy na taras, żeby zobaczyć jak wsiada do samolotu. Jak cudownie było wyobrażać sobie, że my też wsiadamy do samolotu i odlatujemy z tego piekła. Samolot wznosił się, a my patrzyliśmy jak znika w chmurach z ludźmi, którym wolno odlecieć, zostawić to wszystko, mówić co chcą, kupować buty kiedy chcą. My zostawaliśmy  i ustawialiśmy się w długiej kolejce do autobusu, patrząc na nasze biedne ubrania i skórę wysuszoną od słońca i braku witamin."
- Reinaldo Arenas "Zanim zapadnie noc"

(zdjęcie z internetu)

Po odprawie paszportowej udałyśmy się po odbiór bagażu, kontynuując procedurę pasażera po przylocie. Zmęczone i wycieńczone długą podróżą czekałyśmy przy bagażowej karuzeli na nasze plecaki. Czas stał w miejscu. Patrzyłyśmy znużone na dziurę nad taśmą, z której wyłaniały się pojedyncze bagaże szczęśliwców. Inni tłoczyli się przy taśmie w oczekiwaniu na swój dobytek. Odeszłam kilka kroków dalej. Po kilku minutach podeszła do mnie kobieta ubrana po cywilnemu, w kolorowych leginsach i różowej koszulce. Miała ordynarnie ufarbowane włosy na blond, bardzo długie paznokcie w kolorze atramentowym i jakiś identyfikator na szyi. Owa "przepustka" - dowód kim jest ta osoba nic mi nie mówiła, stanowisko i Urząd jaki obejmowała był w języku hiszpańskim, którego niestety nie znam. Kobieta machnęła mi nią przed nosem w chwili przedstawiania się. Powiedziała łamaną angielszczyzną, że chce mi zadać kilka pytań, ciągnąc mnie tym samym do pobliskiego stolika. Odwróciłam się nerwowo do Marty, zaniepokojona faktem że mamy się rozdzielić wbrew zasadzie podstawowej - nie rozdzielamy się w nowym miejscu!


Marta odpowiedziała spojrzeniem, które mówiło "o co chodzi"? Wzruszyłam ramionami. Kobieta zadawała mi masę pytań typu skąd przyleciałam, jakim rejsem, czym się zajmuję, z kim jestem, ile mam pieniędzy, gdzie będę mieszkać na Kubie (dokładny adres), w jakich miastach będę przebywać i kiedy opuszczam wyspę. Odpowiadając na te wszystkie pytania czułam się nieswojo. Po kilku minutach pojawiła się Marta z naszymi plecakami i zapytała dlaczego odpowiadam na te wszystkie pytania. Kobieta odpowiedziała, że to rutynowa kontrola. Zostałam "wybrana" i że nie mamy się czym martwić. Mimo to czułam się dziwnie zaniepokojona, właściwie bezpodstawnie. Wydarzenie to uzmysłowiło mi, że jestem na Kubie, w kraju komunistycznym gdzie kilka lat temu za turystą z Polski (po zmianie ustroju w naszym Kraju) podążało kilkunastu tajników. Dziś byłam losowo wybranym turystą do "weryfikacji".

Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi, których miałam wrażenie Pani nie rozumiała do końca, wymieniłyśmy pieniądze, znalazłyśmy naszego kierowcę i wyruszyłyśmy do Havany, tej prawdziwej Havany.

 

W Havanie mieszkałyśmy w casa particulares u Leonarda i Angeli. Leonardo -  prawnik, Angela - sędzia - wspaniali ludzie. Naszym domem przez kilka dni, był ich dom czyli jedna z najpiękniejszych kamienic w centrum Havany z balkonem wielkości naszego salonu, otwartym na miasto, ludzi i świat. To na tym balkonie będziemy podejmować trudne rozmowy, pytać o życie w socjalizmie i przyszłość Kuby oraz o to gdzie mieszka Fiedel. Na tym balkonie w dymie kubańskich papierosów będziemy rozmawiać o życiu, marzeniach, przeszłości i tym co ma być, ze szklanką Cuba Libre w dłoniach. To tu poznamy Jose - przyjaciela rodziny, doktora chemii - naszego tłumacza i Amigo!


Wyglądając przez balkon, zobaczymy Fiedela, Che i Cienfuegosa - ikony Rewolucji, przewodników naszej podróży.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz