piątek, 12 grudnia 2008

Good service, good tips!

Z Dambulli wyruszyliśmy do Kandy. Dotarliśmy do miasta późnym popołudniem. Kandy przywitało nas potwornym korkiem, ulewnym deszczem i nieznośnym smrodem spalin. Moje pierwsze wrażenie - mały Bangkok. Wybrany przez Sunila Blinkbonnie Tourist Inn, okazał się poraz kolejny wspaniałym miejscem. Znajdował się na szczycie góry a taras naszego miłego pokoju dysponował niesamowitym widokiem na święte jezioro, miasto i otaczające góry. Balkon porośnięty był pięknymi, soczyście różowymi kwiatami. Byłyśmy zachwycone miejscem, w którym miałyśmy pozostać trzy dni lecz okazało się inaczej!

WIDOK Z NASZEGO BALKONU...

W ODDALI ŚWIĘTE JEZIORO...

Tutaj, na wzgórzu w Kandy kończyła się nasza podróż z Sunilem. Od tej chwili miałyśmy podróżować same. Byłyśmy wdzięczne za opiekę, ale też zmęczone gadatliwością Sunila i brakiem swobody. Przez cztery wspólnie spędzone dni, poznaliśmy się dobrze. Wiele poglądów naszego przewodnika pokrywało się z naszymi. Pomimo lekkiego znużenia jego osobą, darzyłyśmy go dużą sympatią i nie żałowałyśmy wydanych, na tę podróż pieniędzy. Pełna radości z powodu klimatu i widoku z naszego pokoju, pobiegłam podziękować Sunilowi za wszystko i pożegnać się. Tak jak wiele razy wcześniej, ucieszył się, że jesteśmy zadowolone. Niestety pożegnanie nie odbyło się tak jak to sobie wyobrażałyśmy. W odpowiedzi na nasze podziękowania, Sunil - człowiek prawy, kulturalny, który ostrzegał nas przed oszustami i naciągaczami, wypowiedział jedno zdanie, które zburzyło dotychczasowy obraz. "Good service, good tips...", oniemiałam, nie byłam pewna czy dobrze zrozumiałam "lankijski angielski". Mizdrzący się jednak mały człowiek, przestępujący z nogi na nogę zdecydowanie czekał na pieniądze. Byłam wściekła. Ile zapłacić człowiekowi, który wnosi ci bagaże po schodach, wiesz, ale ile można dać człowiekowi, z którym spędzasz cztery dni, przemierzając setki kilometrów, dyskutując o polityce, życiu i religii...?

Zażenowane, z poczuciem żalu dałyśmy Sunilowi 400rs, które z całą pewnością już nie usatysfakcjonowały, już nie naszego przewodnika - opiekuna! gniew groza

Wieczorne, zmrożone piwko uspokoiło nasze nerwy i słodko zasnęłyśmy w pokoju na wzgórzu w Kandy, pod soczyście różową moskitierą!

-GRZYBEK!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz